1 listopada Uroczystość Wszystkich Świętych
Stajemy w tym dniu na progu tajemnicy, która nie nakłada na nasze serca ciężaru smutku, ale otwiera przed nami niebiosa. Oto uroczystość Wszystkich Świętych – dzień bezbrzeżnej radości i cichego zachwytu. Kościół, nasza Matka, wyprowadza nas z mroków codziennego przemijania i ukazuje horyzont spowity światłem. Światłem tych, którzy przeszli przed nami przez gęstwinę ziemskich dni i wypełniwszy Bożą wolę, odnaleźli wieczność w objęciach Boga.
Gdy myślimy o świętych, często nasz wzrok wędruje ku obrazom i figurom, ku imionom wpisanym w oficjalne księgi kanonizacyjne. A jednak dzisiejsze święto sięga znacznie dalej. To nie tylko dzień znanych z imienia bohaterów wiary – beatyfikowanych i kanonizowanych. To przede wszystkim wielki, milczący orszak tych, których imion historia nie zapisała na kartach ksiąg, ale których Bóg wypisał na wnętrzu swojej dłoni. To nasi przodkowie, matki uświęcające codzienność cichą modlitwą, ojcowie znoszący znój życia z wiarą, cisi i ubodzy duchem, którzy osiągnęli już zbawienie. Zauważmy: oni nie są jedynie zamierzchłą przeszłością. Oni żyją. Przebywają w niebie, stając się naszymi potężnymi orędownikami przed tronem Najwyższego oraz czystym zwierciadłem, w którym widzimy, jak naśladować Chrystusa.
Jakże głęboko ta prawda wrosła w serce Kościoła. Ilekroć stajemy przed decyzjami przełomowymi, ilekroć dzieje się coś o szczególnym ciężarze gatunkowym dla naszej wspólnoty, wzywamy ich obecności. Rozbrzmiewa wówczas *Litania do Wszystkich Świętych* – najstarsza z naszych litanijnych modlitw, jedyna, która zachowała swoje wiekowe miejsce w samych księgach liturgicznych. Śpiewamy ją w mroku Wigilii Paschalnej, przy poświęceniu nowych ołtarzy i kościołów oraz wtedy, gdy dłonie biskupa spoczywają na głowach nowych kapłanów. W tych momentach niebo dosłownie dotyka ziemi, a my czujemy na plecach oddech tej niewidzialnej, ale jakże realnej armii orędowników.
Jednak droga do zrozumienia tej tajemnicy była długa. Kościół uczył się pamięci o swoich świętych powoli, niczym ziarno, które dojrzewa w ziemi. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nie znano takiego wspomnienia. Pierwsza była Maryja – Ta, która nosiła w sobie Słowo. Zaraz po Niej cześć zaczęto oddawać męczennikom. Chrześcijanie nie płakali nad ich grobami w dzień śmierci; przychodzili tam z nadzieją, nazywając dzień ich odejścia *dies natalis* – dniem prawdziwych narodzin dla nieba. W IV wieku na chrześcijańskim Wschodzie po raz pierwszy poświęcono jeden dzień wspólnej pamięci o wszystkich, którzy oddali życie za Chrystusa. Z czasem, gdy cichły prześladowania, Kościół zaczął dostrzegać świętość także w życiu świątobliwych wyznawców: mądrych papieży, gorliwych mnichów z pustyń i czystych sercem dziewic.
Boża Opatrzność pisała tę historię szczególnymi wydarzeniami. Przełom nastąpił za pontyfikatu papieża Bonifacego IV. W roku 610 oczywszy pogański Panteon – dawny dom wszystkich rzymskich bóstw – zamienił go w świątynię poświęconą Najświętszej Maryi Pannie i Wszystkim Męczennikom. 13 maja tamtego roku pogańskie mury napełniły się relikwiami chrześcijańskich świadków, a sam papież co roku odprawiał tam uroczystą mszę stacyjną, otoczony tłumem wiernych.
Z biegiem wieków ten rzymski dziękczynny śpiew zaczął rozbrzmiewać w innych zakątkach Europy, ale już pod inną datą. Około 800 roku w odległej Irlandii i Bawarii obchodzono to święto 1 listopada. Wkrótce potem, za papieża Grzegorza IV, cesarz Ludwik Pobożny rozciągnął ten obyczaj na całe swoje imperium, aż wreszcie w 935 roku papież Jan XI ogłosił ten dzień świętem całego Kościoła powszechnego. To, co zacząło się jako lokalny dziękczynny zryw w Rzymie i na celtyckich wyspach, stało się potężną symfonią całego świata.
Spoglądając dzisiaj w niebo, wspominamy nie tylko historię. Obchodząc to święto, patrzymy w naszą własną przyszłość. Uroczystość Wszystkich Świętych przypomina nam, do czego zostaliśmy stworzeni. Świętość nie jest przywilejem wybranych – jest powołaniem każdego z nas. Jest obietnicą, że nasz codzienny trud, nasze ciche cierpienia, nasza miłość i nasza wiara mają sens, który sięga daleko poza granicę grobu. Wpatrujmy się dziś w ten nieprzeliczony tłum świadków i idźmy ich śladem z podniesioną głową, pamiętając, że i dla nas przygotowano miejsce w tym świętym, wiecznym orszaku.